prosektorium

Bądźmy ze sobą szczerzy. Raczej nie mogę być autorytetem w sprawie studiowania medycyny. Rzuciłam ją po roku wahania. Jednak przez ten cały okres rozterek grzecznie chodziłam na zajęcia praktyczne z anatomii, które odbywały się w prosektoriach. Przez rok spędziałam pięć godzin tygodniowo pośród zwłok. Tak, wiem, brzmi makabrycznie. Jednak muszę przyznać, że te ćwiczenia były bardziej intrygujące niż straszne.

Mimo że już nie studiuję medycyny, to uważam zajęcia w prosektorium za jedno z najważniejszych doświadczeń w moim życiu. Niewiele osób ma okazję to przeżyć. Dziś Wam o nich wszystko opowiem.

 

Zanim zaczniemy, mam kilka UWAG

UWAGA I Byłam studentką Collegium Medicum w Krakowie i mogę Wam powiedzieć, jak wyglądają zajęcia w prosektorium tylko w tym miejscu. Na każdym uniwersytecie wyglądają trochę inaczej, więc nie traktujcie tego jako standard.

UWAGA II Jeśli masz słaby żołądek, to lepiej nie jedz w trakcie czytania.

UWAGA III Jeśli chcesz się dowiedzieć dlaczego ta wariatka rzuciła medycynę, to zapraszam TUTAJ. Na razie jest tylko wersja angielskojęzyczna, ale niedługo dostarczę tłumaczenie.

 

Zacznijmy od początku. Skąd oni biorą te zwłoki?

Nie, to nie bezdomni znalezieni w rynsztoku. Są osoby, które po śmierci decydują się na oddanie swojego ciała do celów naukowych Jak to robią? Podpisują oświadczenie woli. Kiedy umrą, ich ciała są sprowadzane do prosektorium Collegium Medicum. Zanim pomogą studentom w ogarnięciu splotów lędźwiowych, zwłoki czeka długa droga. Żeby mogły służyć przez długi czas, z ciał usuwa się wszystkie płyny ustrojowe. Następnie moczy się je w substancji konserwującej – formalinie – przez około rok.

Po tym czasie Doktorzy i Profesorowie preparują zwłoki. Pozbywają się tłuszczu i wszystkich innych zbędnych elementów, abyśmy mieli dobry dostęp do wymaganych szczegółów anatomicznych. Studenci też mogą w tym brać udział. Preparacje są zawsze o 6 rano, od poniedziałku do piątku. Pamiętam, że cieszyły się zainteresowaniem. Chciałam tego spróbować, ale moja wola okazała się zbyt słaba na wyczyn wstania o 5 rano. No cóż.

Tak przygotowane zwłoki przebywają w prosektoriach około dwóch lat. Żeby nie wyschły, po każdych zajęciach muszą być przykryte ręcznikami nasączonymi formaliną i zamknięte w plastikowych workach. Po dwóch latach zwłoki są chowane w grobach. Ot, życie po życiu.

 

Oko w oczodół z trupem – pierwsze zajęcia w prosektorium

Pierwsze praktyczne zajęcia z anatomii. Weszliśmy do sterylnej białej sali z metalowymi taboretami. Oprócz nich były półki z wiaderkami i przezroczystymi pudełkami z Ikei. Tak, na medycynie przechowują w tych pudełeczkach mózgi, macice i nerki. Wiedza to potęgi klucz, prawda?  Były też stalowe stoły, a na nich plastikowe worki. W takim niebieskim kolorze, najbardziej plastikowym niebieskim, jaki możecie sobie wyobrazić. Coś w stylu toreb z Ikei, które dostajemy na wejściu. Nie, Ikea nie sponsoruje tego wpisu.

Pod tym plastikiem było widać sylwetki zwłok. Czułam mieszankę strachu, ekscytacji i ciekawości. Niesamowite odczucie.

Zajęcia z anatomii, najtrudniejszego przedmiotu na pierwszym roku medycyny, są stresujące same w sobie. Dlatego na wprowadzających zajęciach nasz prowadzący oszczędził nam widoku zwłok. Na początek dostaliśmy fragmenty kręgosłupa. Na drugich zajęciach byliśmy już mniej onieśmieleni i zbyt ciekawi. Poprosiliśmy prowadzącego, żeby pokazał nam całe zwłoki.

Naszą salę zajmowało ciało drobnej kobiety. Kiedy zobaczyłam te spreparowane zwłoki, moim pierwszym skojarzeniem były mumie wyciągnięte z bandaży. Po formalinowym zabiegu i czasie spędzonym w prosektorium, ciało było zbrązowiałe. Kości kończyn pokrywały tylko mieśnie, naczynia i nerwy, przez co ciało wyglądało na jeszcze drobniejsze. Kiedy zobaczyłam palce, moim pierwszym skojarzeniem były suszone daktyle – to jedno z nieliczych miejsc, na których została skóra.

Podobnie jak na rękach i nogach, na twarzy też nie było skóry, widać było każdy mięsień, gdzieniegdzie przebijały się sieci naczyń i pojedyncze nerwy. Pamiętam lekko rozchylone usta i półprzymknięte oczy.

Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale było coś szlachetnego w ciele, które pozostało po tej nieznanej mi kobiecie.

 

prosektorium

 

Co czułam widząc zwłoki w prosektorium?

Najpierw serce mi waliło. Nie byłam pewna, jak zareaguję. Dostanę mdłości? Będę mieć koszmary? Czy dam radę przebywać ze zwłokami?

Kiedy prowadzący zdjął ręczniki z formaliną, wszystko we mnie było ściśnięte. Od tego momentu dużo myślałam o śmierci. O tym, jak bardzo chcę żeby wszystkie bliskie mi osoby były zdrowe i szczęśliwe.

Z czasem ten nastrój odpuszczał. Przyszło przyzwyczajenie, bo nie było czasu na melancholię. Po pewnym czasie wszyscy równo, bez mrugnięcia powieką wykładaliśmy na stoły preparaty. Mózgi, wątroby, płuca, całe ręce z opłatkami czy nogi z fragmentami genitaliów – to nie robiło dla nas różnicy. Ważne było wchłonięcie wiedzy, bo pędziliśmy z materiałem na łeb na szyję.

Najgorsza okazała się bardzo przyziemna rzecz – formalina. Jeśli nie wiecie o czym mówię, to chwała Wam za to. Już ustaliliśmy, że formalina konserwuje zwłoki. Dodatkowo paskudnie śmierdzi. I drażni wszystko co popadnie: gardło, nos, oczy. Zwłaszcza kiedy musieliśmy pochylić się nad zwłokami. Wtedy uderzały w nas opary formaliny. Nie było zajęć w prosektorium, z których wyszlibyśmy bez załzawionych oczu, obolałego gardła i pociągania nosem.

Co jeszcze powinniście wiedzieć o formalinie? Nie przestajecie czuć jej zapachu po opuszczeniu prosektorium. Zostaje w nozdrzach na długo. Fartuchy i ubrania przenikają jego zapachem. Tak, trzeba było często prać fartuchy.

Jedyną skuteczną obroną przed podrażnieniem oczu są soczewki kontaktowe. Sprawdziłam, działa! Nie posiadacie ich? Nie próbujcie ubierać gogli. Nie pomogą. Tak, niektórzy przychodzili na zajęcia w goglach. Szybko przestali.

 

Czy prosektorium jest takie straszne?

Wiele razy słyszałam głosy, że jestem taka wrażliwa i delikatna, że na pewno sobie nie poradzę psychicznie z widokiem zwłok i ogółem tych drastycznych medycznych rzeczy. Ups, pomyłka! Albo okazałam się twardzielem, albo po prostu odezwały się we mnie zdolności przystosowawcze charakterystyczne dla Homo Sapiens.

Jedną rzecz mogę powiedzieć Wam na pewno. Nie ma co się bać zwłok. Nie zrobią ani Wam, ani mi krzywdy. Trzeba tylko pamiętać o podstawowym środku ostrożności – dotykajcie zwłok tylko w rękawiczkach. I myjcie rączki.

Przyszli studenci kierunków medycznych! Pamiętajcie, że na zajęciach w prosektorium dostajecie wręcz elitarny wgląd do ludzkiego ciała. Macie szansę przyjrzeć się każdemu elementowi, dotknąć go i odkrywać piękno i okropność człowieczeństwa na najbardziej podstawowym poziomie. To naprawdę wyjątkowe doświadczenie, korzystajcie z niego ile możecie!

Plus, z bardziej praktycznych argumentów, nic nie zastąpi praktycznych powtórek. Książki z anatomii tłumaczą jedne kwestie trochę lepiej, inne gorzej. Praca na prawdziwym ludzkim organizmie bije je na głowę pod każdym aspektem. Zwłaszcza z kolegami z grupy. Jak mówił mój prowadzący, im wcześniej zaczniecie współpracować, tym lepiej dla Was. Jesteście mądrymi ludźmi, nie szczurami, pamiętajcie o tym!

 

Zanim pójdziesz na zajęcia w prosektorium

Jeśli kiedykolwiek będziecie mieć zajęcia w prosektorium, pamiętajcie o jednej rzeczy – szacunku. Ludzie, którzy oddają swoje ciała do celów naukowych, wierzą, że nie jesteście dzikami. Tak, będziecie grzebać w ich wnętrznościach. Jednak nadal chcą, żebyście pamiętali, że ludzkim szczątkom należy się cześć. To Wasz podstawowy (i jedyny) obwiązek wobec osoby, na której możecie uczyć się praktycznie.

Wiem, że czasem lepiej jest nie zastanawiać się, czy ten preparat wątroby był kiedyś częścią żyjącego człowieka. Wiem, że uprzedmiotowienie może pomóc wrażliwszym osobom. Mówcie sobie to, co będzie najlepsze dla Waszych głów, ale proszę o jedno. Miejcie w nich też miejsce na szacunek.

 

A co jeżeli ja nie daję rady?

Wtedy też wszystko jest w porządku. Nie każdy musi bez problemu grzebać w ludzkich wnętrznościach. To, że tego nie czujesz, że jednak nie chcesz być lekarzem nic Ci nie ujmuje. Jeżeli potrzebujesz zmiany, jeżeli to nie jest chwilowe, zrób krok, który czujesz, że jest dla Ciebie najlepszy. Świat się od tego nie zawali. Mój na przykład rozkwitł.

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *